W sezonie 2005/06 Arka Gdynia przeżyła jedną z najważniejszych chwil w swojej historii. Drużyna, prowadzona przez trenera Andrzeja Pytka, przeszła z trudnego początku do triumfu, który wciąż rozbrzmiewa w sercach kibiców.
Jak wyglądała droga do finału?
Pierwsze mecze regularnej części ligi nie zapowiadały spektaklu – kilka porażek i remisów. Ale po zimowej przerwie zespół znalazł rytm. Michał Chyła i Krzysztof Szubarga zaczęli dominować pod koszem, a ich współpraca przyciągała uwagę mediów. W ostatnich pięciu spotkaniach Arka wygrała wszystkie, co zapewniło miejsce w play‑off.
Co decydowało o zwycięstwie w serii play‑off?
W ćwierćfinale Arka zmierzyła się z Anwil Włocławek. Po dwóch zwycięstwach i jednej porażce drużyna awansowała, choć nie bez trudności. Semifinał przeciwko Polpharmacie Warszawa był prawdziwym testem wytrzymałości – trzy mecze, dwa zwycięstwa w dogrywce, a w ostatnim spotkaniu Michał Sokołowski zdobył decydujące trzy punkty w ostatnich sekundach. To właśnie te momenty ukształtowały charakter zespołu.
Dlaczego finał z Prokom Trefl Sopot zapisał się w pamięci?
Finał rozgrywany był w Gdyni, co dodało atmosfery. Po pierwszej połowie wynik był wyrównany, ale w trzeciej kwarcie Arka objęła prowadzenie dzięki skutecznym rzutom zza łuku. Marcin Gortat, 19‑letni skrzydłowy, zaliczył 22 punkty, a Kamil Łączyński dodał 12 asyst. Ostateczny wynik 84‑78 potwierdził wygraną. Kibice wyszli z hali z flagą Arki na ramionach, a miasto rozświetliły fajerwerki.
Jakie dziedzictwo pozostawił ten sezon?
Młodzi gracze, którzy wtedy debiutowali, dziś prowadzą klub w kolejnych rozgrywkach. Trener Pytka został uznany za jednego z najlepszych w Polsce, a sukces z 2005/06 stał się punktem odniesienia dla przyszłych pokoleń. Klub od tego czasu regularnie walczy o miejsca w play‑off, a pamięć o tamtym finale podtrzymuje ducha walki w każdym meczu.
Arka Gdynia pokazała, że połączenie talentu, determinacji i wsparcia lokalnej społeczności może przynieść najważniejsze trofea. Dziś, patrząc na nową generację, widać, że duch tamtego sezonu wciąż żyje na parkiecie.

